SUPEREFEKTYWNOŚĆ – klucz do sukcesów i milionów na koncie.

Jak zarabiać miliony i zostać superefektywnym

Jakże wspaniale jest mieć supermoce i być superefektywnym. Takim superbohaterem w zagranicznym korpo. Cieszyć się tym, że robi się dużo więcej niż inni i oddaje całego siebie. Co prawda zarabiam te same pieniądze, ale jestem lepszy niż oni. Ja to wiem i wie to mój szef. Napiszę o tym, żebyś ty też o tym wiedział lub wiedziała.

Zdaniem superkołcza i psychologa biznesu Mariana G.* trzeba być superefektywnym – to tylko w ten sposób można osiągnąć sukces. Marian zresztą jest żywym przykładem człowieka sukcesu. Moja firma płaci mu cztery razy do roku po kilkanaście tysięcy złotych za to, że wpadnie do nas na kilka godzin zrobić show i przedstawić gadki motywacyjne. W dodatku w Polsce jest więcej idiotów, którzy płacą super kasę za te popierduchy. Kiedyś, podczas pierwszych spotkań z tym człowiekiem nawet drążyłem. Dopytywałem ujawniając nielogiczność głoszonych przez niego bzdur. Nie spotkało się to z aprobatą przełożonych, którzy wszystko łykali jak hydroksyzynę na stres.

Ze szkoleń dowiedziałem się, że tylko superefektywny człowiek może odnieść sukces. Teraz już nie liczą się znajomości jak za komuny, nie liczą się bogaci rodzice jak w Stanach Zjednoczonych, ani ładny wygląd i odwaga jak na Pornhubie. Liczą się tylko nasze supermoce i maksymalne wykorzystanie czasu. Jeśli będziemy je wykorzystywać i zapierdalać po kilkanaście godzin dziennie bez zająknięcia, to na pewno osiągniemy nasze cele. Nie można dziś marnować czasu na nudę i oglądanie seriali. Trzeba zapierdalać.A jak w robocie nie ma już co robić, bo wszystko jest wykonane przed planem, to źle organizujesz sobie pracę.

Dzień ma 24 godziny i choćbyś złożył ofiarę z koźlęcia bogu swemu, to tego nie zmienisz. Superpracownik spędza w robocie minimum 10 godzin, wliczając w to dojazdy. Zdaniem superkołcza człowiekowi wystarczą cztery godziny snu, jednak dla mnie absolutne minimum, żeby nikogo nie pozabijać, to sześć godzin. Na pozostałą część życia zostaje więc 7-8 godzin, w czasie których też musimy być efektywni – spędzać czas z dziećmi, rozwijać swoje pasje i zamiłowania, a najlepiej rozwiązywać w głowie jeszcze problemy pracodawcy. Tak, aby przychodząc do firmy, mieć już gotowe rozwiązania.

Chuj, że od tej superefektywności kiedyś przekręca się licznik i zaczyna odwalać. Jak masz 20 lat, to to ci nie grozi. Dlatego w ogłoszeniach na juniorów poszukuje się 23-latków z ośmioletnim doświadczeniem. Jak już żyłka pęknie, to trzeba iść na superterapię, a jak ona nie pomaga – do superpsychiatry. Oczywiście zdaniem ekspertów z Facebooka, Instagrama i YouTube’a najlepiej jest kupić ebook o tym, jak radzić sobie z prokrastynacją i być jeszcze bardziej efektywnym.

Marian G. też prowadzi kursy w internecie i sprzedaje ebooki ze złotymi myślami. Zakup ebooka jest ekwiwalentem marnowania 149 złotych. Za to dwugodzinny kurs online osztuje już 1999 złotych plus VAT (W promocyjnej cenie, bo regularna podana na jego stronie www to 4875,50 zł brutto). Na szczęście mój superwizor Tomek (czyli taki jakby szef) jest strasznie zajarany Marianem. Kupuje wszystkie wysrywy tego kołcza i za punkty lojalnościowe dostał nawet kiedyś kubek i czapeczkę z logo Mariana. Oczywiście materiały promocyjne dumnie prezentuje w naszej firmie, tak aby jego zwierzchnicy na pewno wiedzieli, że się rozwija.

Spytałem się kiedyś Tomka, czy pozwoli mi łaskawie obejrzeć jedno Marianowe szkolenie. Obiecałem mu za to postawić sześciopak browarów. Normalnie Tomek jest strasznym chamem, ale gdy zobaczył, że podjarałem się Marianem, to z chęcią udostępnił mi filmik. W tym szkoleniu było takie pierdolenie, że tego nie szło słuchać, ale doświadczenie było dość ciekawe. Trochę jak oglądanie horrorów klasy B lub C. Niby straszne, jednak raczej komiczne i jak w filmie dla dorosłych wiadomo co będzie na końcu.

Marian na tym filmie występuje na tle ściany zaklejonej jakimiś dyplomami i podziękowaniami, ale nie potrafi tak skutecznie motywować jak moja małżonka. Jak Halinka rozedrze japę, to nie ma nawet cienia wątpliwości – trzeba robić to, co mówi. W dodatku zrobić to dobrze i superefektywnie.

Kiedyś pewnego dnia zmotywowała mnie, żebym zaproponował Tomkowi jej jeden świetny pomysł. Skoro mam być superpracownikiem, to zamiast tracić dziennie 70 minut na dojazd do pracy i powrót, mogę pracować z domu, zdalnie i codziennie 30 minut dłużej za free. To się przecież wszystkim opłaci. Klasyczna sytuacja, w której wszyscy wygrywają. Przecież o to chodzi w biznesie, prawda? Na takie zwycięstwa jednak nie stać mojego superkorpo.

Ja jestem pracownikiem miesiąca przynajmniej 4 razy do roku. Chciałbym zdobywać ten tytuł częściej, jednak organizm ludzki to nie zegar i czasem po prostu czuję się gorzej. Zostają więc supersuplementy diety. Tak wspaniale je reklamują: dziecko miało problemy w szkole, ale wzięło magnez i teraz jest superprymusem. Dziadkowi z reklamy strzykło coś w kolanie – posmarował dupsko jakimś sterydem i może biegać maratony jak Robert Karaś. Mądrzy ludzie wiedzą też, że pożary w lasach to też nie jest problem globalnego ocieplenia, tylko efekt błękitnej tabletki, po której w końcu konar zaczyna płonąć. Nic tylko brać i ćpać, a jak siądzie wątroba, to też wezmę tabletkę.
Biore to wszystko i jest mi z tym dobrze, choć mój doktor doradził mi, abym trochę się uspokoił z koksami. Poza tym to wszystko też kosztuje. Czasem zastanawiam się, czy taniej byłoby wziąć dwa-trzy razy w miesiącu po grami amfy zamiast tych wszystkich dobrodziejstw. Dla mojego ciała pewnie byłoby to dużo zdrowsze, ale boję się, że bym się uzależnił.

Super jest być super. Polecam wszystkim, bo pracownikiem miesiąca można zostać tylko raz na 30 dni. Supermężem można być do rozwodu, a na końcu możesz zostać supertrupem, albo zwykłym truchłem. Na końcu to i tak jest dla mnie bez różnicy, wybieram więc zwykłą świerkową trumnę, choć fajnie by było odetchnąć na Powązkach.

*Pełnego nazwiska nie podam, aby nie narazić się na konsekwencje prawne. Doskonale wiem, że tacy ludzie bardzo nie lubią jak pisze się o nich prawdę w internecie. Poza tym taka osoba przecież w ogóle nie istnieje.

Mogłeś przegapić