Rząd dba zawsze o swoich.

Nieruchomość

Każdy lubi lody. Dzieci zajadają się tą pyszną przekąską, a dorośli, z wiekiem, zaczynają smakować innych przyjemności związanych z lodami. Zastanawiając się jaka grupa społeczna najbardziej je lubi. Jestem przekonany, że to politycy, niezależnie od przynależności partyjnej, najczęściej „kręcą lody”. Nieważne, czy to prawica, lewica, czy osoby związane z SLD – im większe możliwości dodatkowego zarobku, tym lepiej. W ostatnich latach najwięcej „lodów” kręcono we współpracy z deweloperami, czyli firmami zajmującymi się budową budynków mieszkalnych.

Niewielu z nas lubi matematykę, dlatego mało kto przewidział, że dzieci z wyżu demograficznego lat 80-tych dorosną i będą potrzebować swoich własnych czterech kątów. Budowa nowych mieszkań, jak wszystko w naszym pięknym kraju kulała i nikt specjalnie się tym nie interesował, no chyba że krętacze. Może słyszeliście kiedyś o bankructwach deweloperów. Kupowali oni jakiś kawałek ziemi, informowali wszystkich o rozpoczęciu budowy i sprzedaży mieszkań. Ludzie bardzo chętnie kupowali jeszcze dziurę w ziemi, jednak inwestycje po pewnym czasie bankrutowały. Nabywcy zostawali z kredytami hipotetycznymi i bez dachu nad głową. To były piękne czasy. Można było tak szybko zostać milionerem.

Młodzi ludzie w wolnej polsce opuszczali wieś i przenosili się do miast, gdzie potrzebowali nieruchomości. W czasach, gdy Polska wchodziła w struktury Unii Europejskiej kurs franka szwajcarskiego wynosił około dwóch złotych, co sprawiło, że kredyty w tej walucie wydawały się wyjątkowo korzystne. Banki gorąco zachęcały młodych do ich zaciągania, nikt za bardzo nie wiedział czym jest ryzyko walutowe.

W tych pięknych czasach do władzy doszedł złotowłosy Donald Tusk, którego rząd wprowadził program „Mieszkanie dla Młodych” – dofinansowanie kredytów hipotecznych. To był przełom, coś nowego, coś co miało pozwolić kowalskiemu kupić wymarzone mieszkanie. Jednak rzeczywistość szbyko zweryfikowała założenia tego programu. Program stworzył eldorado dla deweloperów i banków. Kredyty we frankach oraz rządowe dofinansowania napędziły popyt, a ceny nieruchomości zaczęły rosnąć. Mimo to młodzi ludzie nadal mogli sobie na nie pozwolić, o ile ich dochody były trochę wyższe niż krajowa płaca minimalna.

pexels-jibarofoto-2091634-1-1024x683 Rząd dba zawsze o swoich.

Największymi beneficjentami Tuskowego programu okazali się deweloperzy i banki. Bo to do nich ostatecznie te pieniądze trafiały. Po pewnym czasie sytuacja kredytobiorców się pogorszyła. Doświadczyli oni gwałtownych wzrostów rat kredytów ze względu na zmiany kursu franka. To było praktyczne zobrazowanie ryzyka walutowego. Bierzesz kredyt na zakup mieszkania za 100 tys złotych i bank daje ci 50 tys franków. Po kilku latach zostaje ci do spłaty już tylko 30 tys. franków, jednak ze względu na zmianę kursu wymiany walut musisz zapłacić jeszcze 150 tys zł (bo kurs franka osiągnął nawet 5 zł).

Później władzę przejął Jarosław Kaczyński. Jego rząd wprowadził program „kredyt 2%”, który można nazwać polskim programem kosmicznym, bo wyjebał ceny nieruchomości w kosmoe. Koledzy Kaczyńskiego podczas pandemii uchwalili też specustawę pozwalającą deweloperom budować niemal wszędzie i prawie wszystko. Niby to dobrze, bo zwiększa dostępność nowych mieszkań, w praktyce jednak pozwala na budowę domów w miejscach, w których nie ma do tego warunków i infrastruktury.  Sprawę pogorszył dodatkowo Putin napadając na Ukrainę. Wskutek tego genialnego działania do Polski przeniosło się około dwóch milionów Ukraińców, co sprawiło, że w dużych miastach nie ma dostępu do mieszkań na wynajem, a ceny nieruchomości wyleciały poza układ słoneczny. Dziś taniej jest kupić nieruchomość we Włoszech, Hiszpanii, Grecji, Portugalii i niektórych rejonach Niemiec niż w Polsce.

Obecnie perspektywy są pesymistyczne. Brakuje inicjatywy masowej budowy tanich mieszkań na wynajem, a każda partia wydaje się bardziej zainteresowana robieniem lodów deweloperom i bankom,  niż rozwiązaniem problemu mieszkaniowego. Nawet propozycje lewicy, dotyczące budowy mieszkań społecznych, nie mają szans realizacji przez brak jednomyślności w tym obozie. Przecież postkomuniści mają zupełnie inne pomysły na Polskę niż młoda lewica i pewnie mają ochotę uszczknąć coś z korytka.

Co nas może uratować? Dwie rzeczy: masowa budowa mieszkań na wzór czasów Gierka lub tanie lokale na wynajem finansowane z budżetu państwa. Niestety, żadna opcja nie wydaje się realna ze względu na brak woli politycznej. Dodatkowo sami Polacy wydają się mieć ten problem w głębokim poważaniu. Narzekamy na to jak drogie są mieszkania, ale nic z tego nie wynika. Każdy z nas żyje w swoim małym grajdołku i kibicuje politykom z pewnych ugrupowań. Nie daj Boże, żeby ktoś miał inne poglądy lub kibicował innej partii. Ludzie potrafią się o to kłucić przy wieczerzy wigilijnej zupełnie nie zważając na to, że w zasadzie każdy polityk myśli tylko o tym żeby się nachapać. Jaka jest bowiem różnica między PiSem i PO. Ja znam tylko dwie. Pisiory chapały wszystko na potęgę i nawet nie próbowali zachowywać pozorów uczciwości. Media złapały jakiegoś ministra na oszustwie, to co, to nie jego ręka kradła. Drużyna Tuska takie pozory jakoś trzyma.  Drugą różnicą jest relacja z kościołem. Koledzy Kaczyńskiego nawet jak kradną, to robią to z modlitwą na ustach.

Tymczasem młode pokolenie, które powinno walczyć o swoje prawa, wydaje się bardziej zainteresowane oglądaniem filmów dla dorosłych i tiktoków. Młodzi nie zdają sobie sprawy z tego, że są przegranym pokoleniem. Wchodzą w dorosłość i jeśli nie mają bogatych rodziców lub spadku po babci, to nie stać ich na własne m. Jeśli mają odrobinę szczęścia, to będą spłacać milionowe kredyty do usranej śmierci. Za 20-30 lat z kolei domy i mieszkania w małych miasteczkach będą śmiesznie tanie. Nieruchomości, które dziś kosztują miliony będą warte połowę tego ile dziś za nie zapłacili. Demografia zrobi swoje. W dodatku nie będzie emerytury, za to może uda się sprowadzić jeszcze więcej ludzi z Kałkazu i Afryki.

Kogo jednak obchodzi perspektywa dłuższa niż 5 lat…

Mogłeś przegapić